Dlaczego pisałem i nadal będę pisać

Ten artykuł dostępny jest także w: angielski, chiński uproszczony, holenderski, francuski, niemiecki, włoski, hiszpański

Download PDF

O rynkach wschodzących napisałem kilka książek. Gdy pytają mnie po co je piszę, odpowiadam: „Aby dotrzeć do inwestorów, którzy mogą zdecydować się na wejście na rynki wschodzące”. Pisanie bloga ma ten sam cel i nie różni się niczym od pisania książek – to po prostu inne medium.

Od czasu, gdy pojawiam się w wywiadach telewizyjnych i zafundowałem sobie fryzurę a la Yul Brynner, często jestem rozpoznawany na lotniskach czy w holach hotelowych. Jako zarządzający inwestycjami, najczęściej przy takich okazjach słyszę pytania o szybką wskazówkę: co kupuję, gdzie szukam okazji albo czy akcje spółki X, Y lub Z są warte zainteresowania.

Takich podpowiedzi udzielić nie mogę ze względów prawnych i etycznych i oczywiście nigdy tego nie robię. Jest jednak jedna rada, którą mogę z czystym sumieniem dać każdemu: nie ma prostego sekretu, uniwersalnej recepty czy konkretnego planu, który gwarantowałby mi, Tobie czy komukolwiek innemu długofalowy sukces w światowych inwestycjach.

Zamiast tego, jest solidna, rzetelna nauka, jaką można czerpać z obserwacji metod badań i analiz stosowanych przez długoterminowych inwestorów w tych burzliwych dla rynków czasach.

Jestem wdzięczny legendarnemu Sir Johnowi Templetonowi za dostrzeżenie potencjału ukrytego w rynkach wschodzących i powierzenie mi zarządzania inwestycjami w tym obszarze. To on pokazał mi, że jeżeli chcesz odnieść sukces, musisz zachować otwarty umysł i chęć do ciągłej nauki. Nauczył mnie i wielu innych jak inwestować w niedoszacowane spółki i patrzeć na rynki z globalnej perspektywy.

Z sir Johnem Templetonem

Z sir Johnem Templetonem

Uważam, że inwestor powinien czasami wstać zza biurka i ruszyć w teren. 250 dni w roku spędzam w podróży, odwiedzając spółki niemal w każdym zakątku świata. Po przebyciu samolotami blisko 50 milionów kilometrów, mogę cieszyć się statusem pełnoetatowego nomady. Lubię na własne oczy obserwować co dzieje się w danej firmie lub kraju. Jeżeli potrafisz czytać między wierszami, kłamstwa mogą powiedzieć Ci równie dużo co prawda. Musisz tylko uważnie obserwować i wychwytywać ważne sygnały. Taką możliwość zyskasz wyłącznie wówczas, gdy osobiście poznasz osoby zarządzające daną spółką i obejrzysz jej zakład lub fabrykę. Zdobytych w ten sposób informacji nigdy nie znajdziesz w surowych danych i liczbach.

Według mojej prywatnej teorii, kraje otwarte dla przyjezdnych zwykle są także bardziej przychylne dla inwestycji zagranicznych. Gdy odwiedzam dany kraj po raz pierwszy, uruchamiam wewnętrzny radar już w chwili wyjścia z samolotu i udania się do odprawy celnej. Zachowuję wzmożoną czujność podczas przejazdu przez miasto, rozmów z taksówkarzami, spacerów po okolicy czy pogawędek ze sprzedawcami w sklepach (poziom rozwoju infrastruktury zwykle odzwierciedla kondycję gospodarki).

Za pośrednictwem tego bloga, chcę regularnie dzielić się własnymi obserwacjami, dawać Wam ogólny obraz tego co i dlaczego robię oraz opowiadać o niektórych przygodach, jakie są moim udziałem podczas podróży po rynkach wschodzących. Wkrótce możecie spodziewać się kolejnych artykułów na moim blogu.